Ukraina - z Europą czy bez?
Głównie dzięki pomocy Unii Europejskiej, Ukrainie udało się przystąpić do Światowej Organizacji Handlu, a co za tym idzie - zbudować wiarygodne fundamenty na przyszłość. Niestety, bliższa i bardziej ukierunkowana współpraca może nastąpić jedynie na gruncie poprawnych stosunków międzyrządowych, a tutaj kluczową rolę odgrywa czas. Dopóki to się nie zmieni, na płaszczyźnie działań mogą zostać jedynie deklaracje podpisywanie raz na kilka lat podczas spotkań na szczytach.
Ukraina po raz pierwszy w 1998 r. podpisała Umowę o Partnerstwie i Współpracy z Unią Europejską, a co z tego wynikło – UE stała się głównym źródłem inwestycji zagranicznych na Ukrainie. Za pierwszy ważny sukces można uznać pozyskanie statusu członka Światowej Organizacji Handlu, co w praktyce otworzyło Ukrainie drogę ku rozpoczęciu negocjacji nad treścią Układu Stowarzyszeniowego, ale jeszcze nie w chwili obecnej. Takowy układ nie jest jeszcze gotowy, ale szansa na strefę wolnego handlu już się pojawiła. Co ważne propozycja ta, jest poważnie dyskutowana na forum Komisji Europejskiej. Dochodzą także pierwsze głosy z Brukseli, że należy traktować Ukrainę w szerszym kontekście Partnerstwa Wschodniego, co umożliwia sama formuła układu. Dużo haseł.
Ciężko stwierdzić czy stosunki między Ukrainą i Unią Europejską ulegają dalszej formalizacji, gdyż ostatni ważny projekt został podpisany prawie cztery lata temu (rozwinięciem Programu o Partnerstwie i Współpracy jak do tej pory jest tylko Umowa w tej sprawie). Jego zadaniem było i jest wspieranie Ukrainy w misji przeprowadzenia reform wewnętrznych. Mamy program a to już istotny krok do przodu, szczególnie jeśli chodzi o państwo, które notabene od siedmiu lat próbuje stworzyć pozory demokracji, co mniej lub bardziej przekłada się na rozwój kontaktów handlowych z Europą Zachodnią a tym samym na jednoczesne zaniechanie bliższych kontaktów ze Wschodem.
Kijów obawia się jednak, że samo przystąpienie do WTO zakończy proces integracji z UE na strefie wolnego handlu a wiadomo, że to Ukrainie nie wystarczy. Przynajmniej na razie. Jednak jedną z recept na szczęście, może okazać się współpraca transgraniczna, skupiona na dofinansowywaniu wsparcia euroregionów przez UE. Można tym samym nieśmiało wspomnieć, że w perspektywie następnych kilku lat, pozwoli to zatrzeć różnice rozwojowe i wykreować nowego kandydata do członkostwa. Dlatego zwłaszcza teraz nie należy przesądzać, że członkostwo Ukrainy w UE, o którym rząd Julii Tymoszenko zawsze marzył, jest do końca przekreślone.
Energetyka na pierwszym miejscu
W marcu 2009 r. odbyła się konferencja dotycząca modernizacji ukraińskiego systemu transportującego gaz. Komisarz ds. stosunków wewnętrznych, Benita Ferrero Waldner, podkreśliła znaczenie ukraińskiego systemu tranzytowego dla Europy i określiła państwo mianem ważnego partnera strategicznego. „Nie należy zapominać, że przez Ukrainę przepływa 80 proc. zasobów gazu ziemnego, z czego 20 proc. przypada na kraje Unii” (…). Obecny kryzys pokazał, że Ukraina nie może zostać sama (…) Tutaj chodzi nie tylko o bezpieczeństwo energetyczne, ale też coraz silniejsze powiązania gospodarek”– powiedziała komisarz. Wspólne założenia planuje się wypełnić dzięki udzieleniu wsparcia dla reformy sektora energetycznego Ukrainy. „Konferencja ma być tylko wstępem do wielopłaszczyznowej kooperacji”. Na spotkaniu pojawił się prezydent Wiktor Juszczenko i premier Tymoszenko. Nie należy jednak pozostawać zbyt optymistycznym i uprzedzać fakty, sądząc, że współpraca na wewnętrznej scenie politycznej dzięki temu ułoży się na dobre. Jeszcze na początku roku, podczas spotkania Trójki w Pradze, na które przybył Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy, Volodomyr Ohryzko, oszacowano budżet potrzebny na stworzenie sieci przesyłowej gazu na ok. 2,5 mld euro. Środki mają być wykorzystane do 2013 r. i pomóc utrzymać obecne dostawy.
Od początku 2009 r. główna dyskusja toczy się wokół kwestii gazu i potrzeby modernizacji infrastruktury transferującej. Pozostałe sprawy, takie jak Partnerstwo Wschodnie odsuwane są na dalszy plan. Prawdopodobnie dyskusje na ten temat odbędą się podczas wiosennego szczytu.
Nieczytelne przesłanie
Już w 2004 r. w komunikacie „O Szerszej Europie” została zawarta deklaracja, że polityczna i gospodarcza współzależność między UE a jej sąsiadami jest sprawą oczywistą i jak najbardziej na miejscu. Stanowi ona , że główny wysiłek i odpowiedzialność spoczywa na zamożniejszych krajach Unii, ponieważ to one są „motorem napędzającym machinę”. Ona sama stara się prowadzić przede wszystkim politykę bardziej ostrożną i wyważoną w odniesieniu do jej wschodnich granic, nadając przy tym Ukrainie status szczególny. Inaczej postępować nie jest jej dane, bo trudno lekceważyć państwo, o tak korzystnym położeniu geostrategicznym, przechodzącym wciąż przemiany polityczne oraz posiadającym tak znaczny potencjał demograficzny (ok. 50 mln mieszkańców).
Dlatego też coś z dalszymi relacjami zrobić trzeba. Porozumienie o Partnerstwie i Współpracy już dawno przestało wystarczać, czego powodem było wejście w życie kolejno: Traktatu Amsterdamskiego i Traktatu Nicejskiego, które znacznie rozszerzały ramy współpracy w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa. W Porozumieniu nie ma mowy o rozwijaniu tych relacji. Zdecydowanie niewystarczające jest uznanie Ukrainy, że de facto współpraca nie może wejść na wyższy poziom zaawansowania. Za taki stan rzeczy bynajmniej nie można winić Unii. Ma ona prawo czuć się niepewnie i snuć podejrzenia, co do rzeczywistych intencji swego partnera. Słowa dyplomacji ukraińskiej, o „dążeniu do Europy wraz z Rosją”, nieco podważyły jej wiarygodność. Kijów zachęcony sukcesami swoich zachodnich sąsiadów, którzy tak licznie zasiedli na forum unijnych przedstawicieli, wytworzyły pewne przeświadczenie, że skoro „oni dali radę, to dlaczego my mielibyśmy nie dać?”. W ten sposób członkostwo Ukrainy w UE stało się ważniejsze aniżeli przebudowa własnego państwa, co negatywnie wpłynęło na kształtowanie jej wizerunku w Europie i do pewnego stopnia wstrzymało procesy zacieśniania relacji. Kijów zdecydowanie zapomniał o kryteriach kopenhaskich, bez których, jak powszechnie wiadomo, nie ma mowy o bliższym dialogu.
Głównym problemem i do tej pory nierozwiązanym, który kładzie cień na cały system jest brak niezawisłości sądowniczej korupcja oraz powszechne stosowanie szantażu w celu przedstawienia własnych racji (np. publikując oszczerstwa w prasie). Zdecydowanie wszystkie organy władzy działają formalnie, co wyraźnie widać poprzez istnienie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej – trzecia oceniana jest jako funkcjonująca najmniej sprawnie. Dlatego trzeba zacząć od gruntownej reformy tej ostatniej i stopniowo starać się dążyć do ideału.
Nadzieja w „Nowej Unii”
Może problemy Ukrainy tworzą grunt do podjęcia „bliższej współpracy” z państwem lub państwami, dla których rola Kijowa dla Unii lub Unii dla Kijowa może okazać się znacząca z punktu widzenia geopolitycznego? Kraje, które w 2004 r. przystąpiły do Wspólnoty – głównie Polska, Litwa, Łotwa, Estonia (oraz pozostali bliżsi i dalsi sąsiedzi) posiadają znacznie lepsze rozeznanie w sprawie problemów Ukrainy, co wynika ze wspólnych doświadczeń transformacji ostatnich lat. Polska lepiej może zrozumieć swojego sąsiada niż np. Belgia czy Holandia. Z grubsza w tym samym czasie, udało się im „odzyskać niepodległość”, istniały podobne stadia wychodzenia z zastoju, zagraniczne długi. Bo nie tylko o bliskie położenie tu chodzi. Doskonale ze swojego zadania ,,przewodniej roli’’ wywiązuje się Polska, wspierając sąsiada poprzez transfer doświadczeń w kwestiach postkomunistycznych (o czym na tym etapie można jeszcze śmiało mówić) przemian politycznych. Dzięki podobieństwom dziejowym z pewnością partnerstwo oraz pomoc Ukrainie za pośrednictwem Polski jest wskazana z naciskiem na oczekiwane korzyści. Jeszcze 15 lat temu Polska była w znacznie lepszej sytuacji niż obecnie Ukraina, bo mogła liczyć na pomoc Francji i Niemiec, co nie było dane Ukrainie. Z drugiej strony wskazane byłoby odrodzenie się w tym momencie ducha Wyszehradu dla wspierania mobilizacji Kijowa.
Polska i Węgry miały PHARE i ISPA – Ukraina ma gwarancje „wieczystego” partnerstwa. Wcale nie oznacza, że Polska i Węgry na etapie przyjmowania środków z programu były w korzystniejszej sytuacji niż Ukraina w tej chwili. Z pewnością gdyby miała ona na celu potencjalne wstąpienie do szeregu państw Wspólnoty, budżet na te programy byłyby już dawno opracowane. Rzecz w tym, że takie ukierunkowanie polityki rozszerzenia może w przyszłości stworzyć niebezpieczny precedens rozciągnięcia Unii jeszcze dalej na wschód lub jeszcze dalej na południe. Do niedawna nikt nie podejrzewałby, że Ukraina Leonida Kuczmy może stać się bliskim partnerem Wspólnot Europejskich, tak jak przykładowo za 10 lat nikt mógłby się nie spodziewać, że Białoruś podpisze z posiadającą już osobowość prawną Unią Europejską Układ o Stowarzyszeniu. Pojawiłoby się wówczas pytanie o sens bytu Unii, skoro wewnątrz tak licznego organizmu zaczęłyby tworzyć się „podorganizmy” i sprawność Unii jako całości mogłaby zostać poddana pod wątpliwość. To już jednak inna kwestia.
(Nie) należy się bać?
Innym argumentem, którego przyczyną może być wstrzymywanie dalszych rozmów z Ukrainą, jest potencjalny strach przed „zaprzyjaźnioną” z nią Rosją, chociaż dosłownie nie do końca rozumiany. Sposobem na jego przełamanie, (gdyby tak chcieć szukać drugiego dna,) jest nawiązanie przyjaznych stosunków z Ukrainą a co za tym idzie – eliminacja zagrożenia płynącego z podwyżek cen surowców energetycznych. Tym samym Rosja wcale nie musi traktować Ukrainy jako „postsowieckiej porażki”, ale można przypisać jej rolę łącznika.
Ogólne wrażenie wydaję się jednak do przyjęcia. Podczas szczytu UE – Ukraina, który odbył się we wrześniu 2008 r., strona unijna wyraźnie zaznaczyła, że przyjmuje do wiadomości europejskie aspiracje Ukrainy i należy wspólnie przyczyniać się do postępu stosunków w dziedzinie polityki, gospodarki i prawa. Jednak o pełnym członkostwie Ukrainy w UE względem deklaracji przyjętej na szczycie nie ma mowy. Media rozczarowane Ukrainą, jednak rząd mimo wszystko uznał postanowienia za sukces, ponieważ UE zaoferowała Ukrainie umowę stowarzyszeniową i dalsze ułatwienia wizowe (ale bez obietnic przyszłego członkostwa we Wspólnocie). „Ukraina osiągnęła półczłonkostwo w UE” – złośliwie podsumowała „Hazeta 24”. Społeczeństwo chce czegoś więcej. Jedynym medium, które oceniło paryski szczyt pozytywnie, jest ukraińskie wydanie rosyjskiego „Kommiersanta”. Dziennik zaznaczył, że nigdzie nie pojawiło się zastrzeżenie, iż umowa stowarzyszeniowa nie daje perspektywy członkostwa. Prezydent Francji, który w zeszłym półroczu przewodniczył Unii Europejskiej- Nicholas Sarkozy i prezydent Ukrainy- Wiktor Juszczenko, poinformowali na zakończenie szczytu, że porozumienie o wzmocnionej współpracy między UE a Ukrainą (negocjowane od 2007 roku ) otrzyma miano Umowy o Stowarzyszeniu. Juszczenko miał też inne powody do radości – podkreślił, że UE po raz pierwszy tak jasno wyraziła się w sprawie europejskości Ukrainy. „Ukraina jest krajem europejskim, z którym kraje UE dzielą wspólną historię i wartości” – cytował deklarację ze szczytu podpisaną przez Juszczenkę, Sarkozy’ego i szefa Komisji Europejskiej, Jose Barroso, prezydent Francji.
Autorzy deklaracji cieszą się, iż nowe porozumienie pomiędzy UE a Ukrainą będzie porozumieniem stowarzyszeniowym, co pozostawia otwartą drogę ku dalszemu, stopniowemu rozwojowi stosunków UE-Ukraina. Obietnica członkostwa nie pojawi się w umowie stowarzyszeniowej, inaczej niż to miało miejsce przy podpisywaniu tego typu porozumień z państwami bałkańskimi, w których jednoznacznie nakreślono perspektywę pełnej integracji tych krajów ze Wspólnotą.
Dyplomaci uczestniczący w obradach szczytu ujawnili, że największe zastrzeżenia w pod tym względem miały kraje Beneluksu. Zwolennikom ukraińskiego zbliżenia (Polsce, Szwecji, Czechom i Wielkiej Brytanii) nie udało się przekonać ich do swego stanowiska, mimo ostatniego kryzysu w Gruzji i obaw, że Ukraina może stać się następnym celem rosyjskiej ekspansji.
Realne… obietnice
Przed Ukrainą jeszcze wiele modernizacji, dlatego musi zabrać się ostro do pracy, aby chociaż do Euro 2012 r. częściowo wyremontować system i wykorzystać szansę, jaką przed krajem stawia organizacja piłkarskich mistrzostw Europy. Począwszy od reform systemu prawa, poprzez rozwój wymiany między uczniami i studentami z krajów UE na modernizacji sektora komunikacji skończywszy. W tym kontekście również istotne jest zawarcie umowy o wolnym handlu, co znosi ograniczenia w przepływie kapitału oraz usług.
Pozostaje jednak pytanie: kiedy nastąpi limit poszerzania i czy stanie się to, gdy członkami wspólnoty będą: Macedonia, Chorwacja, Serbia czy Turcja, które otrzymały już konkretne obietnice, czy w chwili gdy hipotetycznie Unia zakończy negocjacje akcesyjne z Ukrainą? Pytanie pozostaje otwarte. Póki co, Ukraina może liczyć na działania w tej sprawie w przyszłości, bez skłania konkretnych obietnic na dzień dzisiejszy.
Kontakt z autorem:
Marta Bernaciak - Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.





