Emilia Brzdąkiewicz
Turcja przez kilkaset lat była ważnym aktorem na politycznej scenie Europy. Dały jej do tego prawo liczne ziemie posiadane na starym kontynencie czy kontrolowanie ważnych z punktu widzenia Europejczyków szlaków handlowych. Powolny upadek państwowości osmańskiej doprowadził jednak w XIX wieku do przekształcenia Turcji w półkolonię mocarstw. Po I wojnie światowej Turkom udało się uniezależnić ojczyznę od obcych wpływów i przekształcić ją w świecką republikę. Gdy zaczęły powstawać europejskie struktury integracyjne, Turcja od samego początku nie pozostawiała wątpliwości co do tego, że czuje się częścią jednoczącej się Europy. Jej odmienność społeczno- kulturowa, wobec ewentualnego przystąpienia do Unii, budzi wciąż liczne kontrowersje, zarówno ze strony Europejczyków jak i społeczeństwa tureckiego.
Zmieniająca się sytuacja polityczna w Europie i na świecie może stawiać pod znakiem zapytania celowość wstąpienia Republiki Tureckiej do UE. Czy silnej Turcji- członkowi NATO, państwu stowarzyszonemu ze Wspólnotami Europejskimi, a zarazem mocarstwu regionalnemu na Bliskim Wschodzie potrzebne jest zacieśnianie związków z odmienną kulturowo Europą? Czy nie lepiej postawić na współpracę regionalną i bilateralne sojusze z państwami Zachodu?
Turcja to też Europa?
Republika ustanowiona w 1923 roku przez Mustafę Kemala Ataturka oraz wprowadzenie licznych reform mających na celu modernizację i laicyzację kraju, miały włączyć kraj do zachodniego kręgu cywilizacyjnego. Związki z Zachodem zostały podkreślone poprzez członkostwo Turcji w takich organizacjach jak NATO (1952), Rada Europy (1949) czy OECD (1961). Członkostwo w europejskich strukturach integracyjnych wydawało się więc kolejnym krokiem w kierunku połączenia Turcji z Europą i, szerzej, z światem zachodnim.
W 1959 roku Republika Turecka po raz pierwszy wyraziła chęć członkostwa w europejskich strukturach integracyjnych. W odpowiedzi z 1963 roku, EWG przyznała jej status członka stowarzyszonego. W 1987 roku Turcja kolejny raz zgłosiła chęć członkostwa we Wspólnotach. Jednak żadna z kandydatur nie wywoływała od samego początku tak wielkich kontrowersji. Najsilniejszym argumentem przeciwników przystąpienia Turcji do UE wydaje się to, iż zaledwie 3% powierzchni Republiki znajduje się w Europie. Obawy rodzą też długie, niedokładnie strzeżone granice z państwami takimi jak Irak czy Iran, źródło przedostawania się potencjalnych terrorystów na terytorium unijne. Wątpliwości unijnych polityków co do reżimu panującego w Republice, praw Kurdów, kwestia cypryjska czy traktowanie opozycji spowodowały, że oficjalne negocjacje rozpoczęto dopiero w 2005 roku. Co więcej, wydaje się że państwa członkowskie UE nadal nie mają jednolitej koncepcji co do polityki wobec Turcji. Obawy co do przyjęcia w poczet krajów członkowskich państwa prawie całkowicie muzułmańskiego, z populacją przekraczającą 70 milionów są przyczyną kolejnych impasów w negocjacjach.
Europejskie obawy
Z europejskiego punktu widzenia mamy co do członkostwa Turcji w UE wiele obaw. Widzimy odmienność tureckiego społeczeństwa, niedoskonałości tureckiej demokracji, nierozwiązany problem kurdyjski. Jednak należy pamiętać, że również w Republice Tureckiej członkostwo w Unii rodzi wiele obaw. Nie jesteśmy bowiem dla niej jedyną możliwością rozwoju. Przystąpienie do Wspólnot Europejskich wydaje się nadal atrakcyjne dla samej Turcji, ale zaczyna ona coraz częściej rozszerzać pole współpracy o państwa bliskowschodnie, Rosję, czy Bałkany. Podczas prowadzenia rozmów Unia musi pamiętać, że niekonsekwentną polityką i coraz to nowymi warunkami nie doprowadzi do pozytywnego zakończenia negocjacji. Już pierwsze próby Turcji zacieśnienia współpracy ze Wspólnotami Europejskimi spotykały się z wymijającymi odpowiedziami. W opinii Komisji Europejskiej na wniosek członkowski z 1987 roku, tureckie władze mogły przeczytać, że członkostwo i sam wniosek jest dopuszczalny (czyli Turcja spełnia podstawowy wymóg- jest w świetle prawa unijnego państwem europejskim), jednak musi poczekać na „bardziej sprzyjające środowisko”. Tego typu wypowiedzi w debacie na temat członkostwa w Unii jest bardzo dużo, trudno się zatem dziwić, że kwestia ta od lat pozostaje nierozwiązana. Największym osiągnięciem w dotychczasowych dwustronnych stosunkach UE- Turcja wydaje się zawarta w 1995 roku unia celna.
Tureckie atuty
Turcja, jedna z dwudziestu największych gospodarek świata, jeden z liderów w regionie bliskowschodnim, państwo będące członkiem NATO, a zarazem mogące pozwolić sobie na poprawne kontakty z Iranem, wydaje się coraz bardziej zniechęcona stosunkiem UE do niej i coraz wyższymi wymaganiami przez nią stawianymi. Jej społeczeństwo coraz częściej wątpi w możliwość zakończenia negocjacji akcesyjnych sukcesem. Żadne z państw europejskich nie ubiegało się przez kilkadziesiąt lat o członkostwo, żadne nie musiało w takim jak Turcja stopniu dostosować swojego systemu prawnego czy społecznego. Coraz częściej tureckie władze i społeczeństwo zdają się dostrzegać te dysproporcje.
Warto podkreślić, że premier Recep Tayyip Erdogan zaczyna uchodzić za prawdziwego obrońcę muzułmańskich interesów wobec Zachodu. Rząd w Ankarze wykorzystuje swoje bliskie relacje z UE i NATO, aby wzmocnić swą pozycje w regionie. Turcja zbliżyła się do innych krajów świata muzułmańskiego utrzymując zarazem poprawne relacje z państwami zachodnimi. Turcja jest nie tylko członkiem NATO czy Rady Europy, ale również Organizacji Konferencji Islamskiej czy Organizacji Współpracy Gospodarczej (ECO- Economic Cooperation Organization; innymi członkami są m.in. Iran czy Pakistan). Można ją uznać za przykład prowadzenia zrównoważonej polityki zagranicznej.
Turcja jako jedyna pluralistyczna świecka demokracja w muzułmańskim, bliskowschodnim świecie, ma zarazem świadomość, że jest Unii bardzo potrzebna, równocześnie sama potrzebując ścisłej współpracy z instytucjami europejskimi. UE jest Turcji potrzebna jako dowód na świeckość państwa, na sukces kemalistowskich reform, na zmianę mentalności i rozwój tureckiego społeczeństwa. Jednak wydaje się, że dla niej samej tradycyjne członkostwo we Wspólnotach Europejskich może nie być najlepszym rozwiązaniem. Ograniczałoby to na pewno jej kontakty ze światem bliskowschodnim oraz politykę wewnętrzną. Z bezstronnego obserwatora musiałaby często przejść na stanowisko czynnego uczestnika, interwenta.
Unia mimo wszystko
Mimo to, wydaje się, że tureckie władze nie widzą alternatywy wobec przystąpienia ich kraju do struktur unijnych. Członkostwo w UE jest dla nich najtrwalszym celem polityki zagranicznej. Rzeczywiście, zacieśnienie współpracy z Rosją, Iranem czy państwami bałkańskimi nie rysuje tak zachęcających perspektyw. Co więcej wciąż ponad połowa tureckiego społeczeństwa uważa, że akcesja Turcji do UE będzie dla kraju źródłem korzyści, przede wszystkim ekonomicznych. Może jednak warto wykorzystać swe atuty w polityce zagranicznej i pozycji międzynarodowej, aby wzmocnić tureckie stanowisko w negocjacjach akcesyjnych?
Z oczywistych powodów, integracji z unią sprzyjają Kurdowie (paradoksalnie najbardziej Europejczykom obcy kulturowo), przychylna jest również klasa średnia, przedsiębiorcy. Utraty swoich wpływów obawiają się natomiast wojskowi i osoby zatrudnione w administracji. Społeczeństwo tureckie cały czas się rozwija, modernizuje, coraz więcej ludzi widzi korzyści płynące z członkostwa w Unii. Zarazem coraz szersze masy społeczeństwa zwracają się ku tradycyjnym wzorcom.
Może warto zastanowić się z obydwu stron nad rozwiązaniem korzystnym z punktu widzenia Turcji i UE. Przede wszystkim, to Turcja musi rozważyć wszelkie za i przeciw. Czy warto poświęcać dużą dozę niezależności dla członkostwa w strukturach tworzonych przez państwa obce kulturowo? Czy warto spełniać wygórowane unijne zarządzenia? Czy rzeczywiście korzyści z członkostwa będą tak wielkie, że warto poświęcać dla nich wielowiekowe tradycje?
Zarówno Unia jak i Turcja muszą postawić sobie jasno określone cele. Negocjacje nie mogą zmierzać donikąd i być prowadzone w nieskończoność. Problem w tym, że w stosunkach unijno- tureckich żadna ze stron nie może się zdecydować, które rozwiązanie jest dla niej najkorzystniejsze. Wydaje się, iż członkostwo w Unii jest dla Turcji tak ważne, ponieważ jest symbolem skuteczności drogi jaką obrała- drogi świeckiej republiki, dowodem na to, że państwo muzułmańskie może być zarazem nowoczesne i demokratyczne. Dla Unii kwestia przystąpienia Turcji jest zarazem kwestią wyznaczenia „granic” Europy, zdefiniowania tego, czym być ma Unia.
Unia rozpoczynając oficjalne negocjacje z Turcją w 2005 roku dała sygnał, iż jest gotowa przyjąć to państwo w poczet swoich członków. Ma ona oczywiście prawo stawiać jak najwyższe wymagania, gwarantujące niezakłócony rozwój struktur integracyjnych. Jednak w swoich działaniach powinna być konsekwentna, udowadniając Turcji, że wysiłek może być uwieńczony sukcesem, a przede wszystkim, że Republika prowadzi rozmowy z partnerem, który jest w stanie wypracować jasne stanowisko. Ciągle za mało jest konkretnych kroków takich jak unia celna z 1995 roku czy szczyt w Helsinkach z 1999 (uznanie Turcji za pełnoprawnego kandydata do członkostwa). Wciąż za dużo wymijających wypowiedzi.
Ze swojej strony, Turcja powinna jak najszybciej przystąpić do wypełniania zobowiązań wobec UE. Leży to w jej interesie, bowiem wszelkie wysiłki dokonane do tej pory mogą okazać się bezużyteczne, jeśli władze nie znajdą pomysłu na zapewnienie praw mniejszościom kurdyjskim czy nie będą bardziej elastyczne w sprawie Cypru, który jest największym problemem w obustronnych negocjacjach.
W kwestiach takich jak członkostwo Turcji w Unii nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Żeby jednak nie przedłużać wzajemnych niechęci, oskarżeń o łamanie zobowiązań, powinniśmy jako Unia zadecydować, co jest naszym celem wobec Turcji, zanim wybierze ona rozwiązanie pomijające Europę. Politycy unijni i tureccy muszą na początek opracować sposób na ustalenie konkretnych celów we wzajemnych stosunkach, czy to poprzez referenda czy negocjacje w gronie polityków. Jedno jest pewne, należy ustalić co negocjujemy.
Turcja jest dla UE coraz silniejszym partnerem, wzmacnia się jej stanowisko w negocjacjach. Jeśli mimo niezdecydowania unijnych przywódców czy zmieniających się nastrojów w społeczeństwie tureckim cały czas żywi przekonanie, iż integracja europejska jest dla niej najlepszą drogą, powinna wykazać się konsekwencją we wprowadzaniu dostosowań do wymogów wspólnotowych i poczynić ustępstwa na arenie międzynarodowej. Jeśli członkostwo w UE jest sprawą pierwszorzędną, kwestie Cypru północnego czy praw dla Kurdów już dawno powinny zostać rozwiązane.
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.





